Relacje międzyludzkie

Dworzec, peron, pociąg.
Okoliczności tej metalowo-betonowej przyrody zawsze wywołują u mnie ten przyjemny dreszcz, jak u dziecka, przed którym stoi wielkie wyzwanie jazdy tym mechanicznym wężem. Mimo, że zdarza mi się od czasu do czasu korzystać z tej metody transportu, to i tak za każdym razem czuję się jakby to był mój pierwszy raz.

Relacja Wrocław – Warszawa wschodnia, wagon piętnasty, siedzenie numer 45 przy samym oknie.
Liczyłem na to, że w moim przedziale będę tylko ja i będę mógł odespać trud wczorajszej nocy. Okoliczności okazały się jednak przyjaźniejsze, ponieważ przy oknie naprzeciw mojego zarezerwowanego miejsca siedziała drobna blondynka. Z nieśmiałością odsunąłem drzwi przedziału, które mógł otwierać mój dziadek za młodzieńczych lat. Dzień dobry. Dzień dobry.
Speszony tą sytuacją usiadłem po przekątnej z złotowłosą, wyciągnąłem „Złodziejkę książek” i zagłębiłem się w lekturze.
Dusznością zaczęła się objawiać wczorajsza libacja alkoholowa, która wymusiła nasz kontakt.
-Przepraszam, czy mogę uchylić okno?
-Tak, strasznie tu duszno.
Zrozumieliśmy się. Widać postęp.
Koleżanka, bo tak ją sobie nazwałem, nałożyła na uszy słuchawki, a ja dalej skupiłem się na wertowaniu kartek. Pociąg ruszył bez mniejszych problemów i obyło się bez klaskania pasażerów.
Krajobraz za oknem zaczął się zmieniać z miejskiego w podmiejski, z podmiejskiego na wiejski, z wiejskiego na miejski i tak w koło Macieju. Przez uchylone okno do przedziału wpadały podmuchy wiatru, które sprawiały, że czułem się lepiej, a włosy Koleżanki falowały jak gałęzie wierzby płaczącej. Och, jaki piękny był to widok, gdy walczyła na szpady z wiatrem chroniąc swej zadbanej fryzury.

Podobno nie lubię blondynek.
Sytuacją najmilszą z najmilszych tego dnia był moment, gdy spojrzałem na nią, później na okno i znowu na nią, a ona skinęła głową zachęcając mnie do czynu. Nie, nie chciała abym wyrzucił ją przez nie, ani żebym ja z niego wyskoczył. Przynajmniej mam takie wrażenie, ponieważ gdy wstałem i zamknąłem lufcik ona zapłaciła mi uśmiechem.
Serce zadygotało z częstotliwością pukającego o drzewo dzięcioła. Szalony ptak.

Czekałem na moment w którym Koleżanka zdejmie z głowy swoje słuchawki, a ja będę mógł zamienić z nią choćby kilka słów na beznadziejne tematy. Nawet temat kwitnących pól rzepaku byłby w tej sytuacji całkiem niezłym wyjściem. Ona jednak nie miała zamiaru tego robić, delektując się mocnym brzmieniem muzyki elektronicznej. Wiksiara.
Mimo wszystko czekałem z przekonaniem, że ten moment w końcu nadejdzie.

Stacja Opole Główne.
Koleżanka wstała z miejsca chwytając w swoją dłoń walizkę.
Do widzenia. Do widzenia.

Pozostał mi po niej tylko zapach jej słodkich perfum.

Obserwuj

Andrzej Opublikowane przez:

Ja, czyli człowiek o nieokreślonym charakterze. Piszę tutaj udając kogoś kim nie jestem, nigdy nie byłem i zapewne nigdy nie będę. W wolnych chwilach grywam na banjo i ukulele.

  • Aleksandra Ida Mokwa

    You will always have pociąg.

  • No i tak się, niestety, kończy wiele pociągowych szans na niezapomniane sercowe uniesienia. Amen