Kłamstwa, kłamstewka

Są takie dni, kiedy jest mi bardzo smutno i źle. Mam wrażenie, że cała ludzkość stoi przeciwko mnie i podkłada mi pod stopy przeszkody. Drewniane, żelazne i z marmuru. Te z marmuru jeszcze wybaczam, bo wypierdalam się z jakąś godnością.
Marmur jest okej. Marmur jest szlachetny.

Długo szukałem metod na rozwiązanie tego problemu. Masturbacja, jedzenie, picie, palenie. To wszystko jest spoko, ale nie daje odpowiednio dużej przyjemności.
Najlepszą z metod okazało się kłamstwo. Tak, to samo kłamstwo, które służy ludzkości od samych początków istnienia. To samo kłamstwo, którym Judasz poczęstował Jezusa.

jesus

Wychodzę więc z domu i chodzę od ludzi do ludzi szerzyć nieprawdę. Wchodzę do Pani w kiosku i proszę o paczkę czerwonych Marlboro.
-Piętnaście siedemdziesiąt poproszę.
-Wie Pani co, ja jednak palę białe, bo czerwone gryzą mnie w płuca.
Pani bez problemu wymienia paczkę i prosi o taką samą sumę pieniędzy.
-Wie Pani co, może dzisiaj zapale sobie mentole. Dawno ich nie paliłem, a zapach mięty mnie pobudza.
Lekko zirytowana Pani w kiosku podaje mentolowe papierosy i tym razem prosi o pięćdziesiąt groszy mniej.
-Wie Pani co, tak naprawdę to ja nie palę wcale. Chciałem tylko Panią okłamać.
-Pojebało Pana, tak? – powiedziała.
-Pojebało Pana! – krzyknęło kilka osób stojących za mną w kolejce.
Wyszedłem z uśmiechem na twarzy, czując wzrok ludzi, którzy chcieli mnie zabić i udałem się w kierunku przystanku autobusowego. Ulżyło mi.

Na szerokiej ławce siedziała starsza Pani obładowana siatkami z Biedronki. Usiadłem obok niej i zacząłem opowiadać.
-Wie Pani co, kiedyś byłem wschodzącą gwiazdą rock and rolla. Koncertowałem po całej Polsce, Europie. Nawet raz chcieli żebym zagrał w Ameryce.
-Tak, tak? I co się stało, co? – zapytała wyraźnie zaciekawiona staruszka.
-Spotykałem się z wieloma kobietami, przeważnie na jedną noc. Na początku bardzo mi się to podobało. Z czasem jednak nie byłem z siebie dumny. Twierdziłem, że to co robię jest złe, że nie tak powinien zachowywać się młody człowiek z dobrego domu.
-No dobrze Pan mówi! I co było dalej, co?
-Oddałem wszystkie pieniądze na dom dziecka, gitarę zawiesiłem na ścianie i zacząłem pracować w fundacji na rzecz pingwinów chorych na zapalenie śluzówki nosowej.
Tłum zebrany wokół mojej osoby zaczął bić brawo, ludzie zaczęli ściskać moją dłoń, a Pani z siatkami wyciągnęła z jednej z nich bułkę kajzerkę i powiedziała:
-Da Pan pingwinom, im bardziej jest potrzebna.

Z uśmiechem na twarzy oddaliłem się od tych łatwowiernych ludzi. Moim kolejnym celem był oddalony o kilkaset metrów McDonald’s. Już mijając w drzwiach sprzątaczkę wiedziałem, że ona też wie co się zaraz stanie. Wezwała przez swój miniaturowy megafon Pana menadżera.
Pan menadżer przywitał się ze mną z uśmiechem na twarzy i zapytał co podać.

-Dzień dobry, poproszę dziesięć cheesburgerów. Na miejscu.

Obserwuj

Andrzej Opublikowane przez:

Ja, czyli człowiek o nieokreślonym charakterze. Piszę tutaj udając kogoś kim nie jestem, nigdy nie byłem i zapewne nigdy nie będę. W wolnych chwilach grywam na banjo i ukulele.